Logowanie
Adres e-mail:

Hasło:




Zapamiętać hasło?


Zapomniałeś hasła?
Reklama Google
Patroni medialni
Informator -> Biznes -> Składanie sprzętu wciąż opłacalne
Składanie sprzętu wciąż opłacalne
Komputerów jest u nas wciąż blisko dwa razy mniej niż w krajach dawnej piętnastki UE. Rynek się jeszcze nie nasycił. Mali składacze sprzętu mają więc dużo roboty. Największą dla nich konkurencją są coraz tańsze laptopy.
W branży komputerowej zmiany następują tak szybko, że to, co jeszcze kilka lat temu było hitem, dziś bywa już przestarzałym rupieciem - w takim tempie rozwija się technologia, za którą podążają preferencje klientów i użytkowników. Na rynek wchodzą komponenty o coraz lepszych parametrach i większych możliwościach, wypierając poprzednie generacje. Pojawiają się i rozpowszechniają zupełnie nowe produkty. Ciekłokrystaliczny, płaski monitor trzy-cztery lata temu był luksusem. Dziś, kupując zestaw komputerowy, mało kto wybiera tradycyjny monitor o rozmiarach i kształcie telewizora - ceny obu typów sprzętu tak się wyrównały.
Podobnie niektóre sposoby zarabiania w tej branży odeszły bezpowrotnie w przeszłość. Nie ma już dziś np. racji bytu samodzielny import komponentów i podzespołów z Dalekiego Wschodu.

- Kiedyś, owszem, sami je sprowadzaliśmy, ale odeszliśmy od tego. Dziś wszystko już można kupić na polskim rynku, i są to produkty markowe, dobrej jakości - mówi Wojciech Różalski, kierownik sklepu komputerowego SklepIT.pl na warszawskiej Sadybie.

Zmieniło się, a zwłaszcza ucywilizowało i zbliżyło do relacji panujących na rozwiniętych rynkach, zaopatrzenie. Handel hurtowy jest już uporządkowany, karty rozdane. O ile jeszcze w latach 90. firm zajmujących się importem było w Polsce co najmniej kilkadziesiąt, to dziś działa kilku, najwyżej 10 dużych polskich importerów zaopatrujących rynek mniejszych podmiotów. Uporządkowane są też kontakty - zawarte kontrakty długofalowe, ustalone warunki i zasady udzielania kredytów kupieckich, czyli odroczonych terminów płatności.Dzięki temu łatwiej prowadzić biznes polegający na sprzedaży komputerów. Nawet ktoś, kto jeszcze nie zna wiarygodnych źródeł zaopatrzenia i rynku dostawczego, może szybko i łatwo go rozpoznać przez Internet.

Wadliwość dostępnych obecnie komponentów komputerowych wynosi 1 - 1,5 proc. Tylko tyle wymaga obsługi w okresie gwarancji. Na początku lat 90. było to kilkanaście procent. Ustał import przypadkowych, marnej jakości podzespołów, bo się on nie opłaca. Ceny produktów markowych tak się spłaszczyły, że są teraz bardzo zbliżone do podzespołów "no name". Klient wybiera markowe, bo gwarantują wysoką niezawodność.

Ale jest i druga strona medalu - ogromna konkurencja. W samej Warszawie jest co najmniej kilkaset sklepów komputerowych, a może więcej. W całej Polsce co najmniej siedem tysięcy. Efekt tego wszystkiego taki, że marże sprzedażne bardzo spadły - wynoszą kilka procent. Z punktu widzenia konsumenta to dobrze, bo jest tanio. Ale z punktu widzenia firm - źle, nie zarabiają bowiem na swój rozwój. Konkurencja sprawia, że nie można podwyższać marż, bo się nie sprzeda. Z kolei niskie marże nie pozwalają na inwestowanie. W Niemczech marża na rynku końcowym wynosi kilkanaście - kilkadziesiąt procent. W Polsce kilka procent. Dla kogoś, kto wchodzi na rynek, to poważne ostrzeżenie na samym starcie. Można sobie poradzić, ale trzeba być bardzo sprawnym i niezwykle ostrożnym.

Konkluzja sprzed dwóch lat

Jeszcze dwa lata temu, pisząc w tym cyklu o pomyśle na biznes, jakim może być firma sprzedająca samodzielnie montowane komputery (Dobra Firma z 29 lipca 2005 r.), podawaliśmy, że do takich właśniedrobnych składaczy należało około 63 proc. rynku, może nawet więcej.

 

Odwrotnie niż na Zachodzie, gdzie sprzedaż komputerów składanych bezpośrednio przez sprzedawców stanowi zaledwie kilka procent. Jednak już wtedy, z różnych przyczyn, ale głównie za sprawą spadających cen i konkurencji hipermarketów, wiele z nich zmieniało profil, przestawiając się na sprzedaż akcesoriów i sprzętu sieciowego, rozwijając usługi serwisowe i kompleksową obsługę klientów indywidualnych - instalowanie oprogramowania, modernizację sprzętu, usługi internetowe itp. Montaż komputerów zajmował w obrotach takich firm coraz dalsze pozycje, stając się działalnością dodatkową.

Gałąź, na której usadowiły się małe indywidualne sklepy, dodatkowo po wejściu do UE podcięła konieczność stosowania tzw. dyrektywy elektromagnetycznej. Krótko mówiąc, każdy podmiot składający komputery od 1 maja 2004 r. musi mieć stosowny certyfikat potwierdzający zgodność z unijnymi standardami w dziedzinie emisji fal elektromagnetycznych. Bez niego nie wolno stosować znaku CE. Certyfikacja jednego modelu komputerowego kosztuje ok. 10 tys. zł. Niewiele małych firm stać na taki wydatek. W rezultacie część indywidualnych składaczy zrezygnowała z montowania. Inni radzą sobie z tym przepisem, wystawiając faktury tylko na same podzespoły, bez usługi montażu. Jeszcze inni korzystają z dostawców zewnętrznych mających certyfikaty.

Niemniej, mimo tych niesprzyjających okoliczności, na samym składaniu komputerów zarobić jeszcze można, ponieważ zapotrzebowanie na ten sprzęt jest w Polsce bardzo duże - komputerów jest u nas wciąż blisko dwa razy mniej niż w krajachdawnej unijnej piętnastki. Rynek się jeszcze nie nasycił. Tak więc, choć składanie komputerów nie przynosi już kokosów, mali składacze jeszcze długo nie stracą pola do popisu - brzmiała nasza konkluzja sprzed dwóch lat.

Co się zmieniło?

Można powiedzieć krótko: opisane wyżej tendencje tylko się pogłębiły. Zasadnicza zmiana zaszła jednak w strukturze sprzedaży komputerów. O ile kilka lat temu zdecydowanie przeważała sprzedaż komputerów stacjonarnych, o tyle od dwóch-trzech lat następuje wyraźne przesunięcie w stronę komputerów przenośnych, czyli notebooków lub laptopów.

- Ich ceny w 2006 r. spadły o ok. 35 proc. - mówi Wojciech Różalski.

Stacjonarny zestaw komputerowy można kupić za ok. 3 tys. zł. Tyle samo kosztuje niezły laptop.

- Od 2005 r. notujemy coraz wyraźniejszy spadek sprzedaży zestawów stacjonarnych. Wypierają je notebooki. Obecnie stanowią one 60 proc. kupowanych u nas komputerów - mówi Krzysztof Karwowski, handlowiec w firmie Meritum w Gdańsku.

Czy w związku z tym nie zacznie tracić racji bytu samodzielne składanie komputerów przez małe, indywidualne sklepiki?

Wojciech Różalski uważa, że mimo tego trendu komputery stacjonarne jeszcze przez jakiś czas nie stracą nabywców. Co prawda w miarę jak będzie postępował rozwój technologii, z pewnością relacje będą zmieniały się na korzyść laptopów, jednak nie każdy potrzebuje komputera przenośnego. Stacjonarne kupujemy zazwyczaj do domu, gdzie najczęściej używamy ich do gier. A tacy nabywcy kierują się relacją wydajności sprzętu do jego ceny. Komputer stacjonarny, pozwalający na pełne korzystanie zgier, można kupić już za 2 tys. zł. Tymczasem laptop o takich samych parametrach musiałby kosztować minimum 4,5 tys. zł.

Nabywając laptop, musimy też automatycznie zapłacić za monitor, bo taki jest ten zestaw - laptopy bez ekranów nie występują. Ze sprzętem stacjonarnym jest inaczej - jeśli chcemy mieć nowocześniejszy, o lepszych parametrach, wystarczy kupić jednostkę centralną. Stary monitor może służyć jeszcze jakiś czas. A więc jednorazowy wydatek jest mniejszy.

Komputery stacjonarne kupują też graficy, gdyż laptop z matrycą o porównywalnych parametrach musiałby kosztować krocie. Na cenę znaczący wpływ ma też karta graficzna - w laptopie, gdyby miała mieć te same walory, musiałaby kosztować bardzo drogo.

Żywotność laptopa i komputera stacjonarnego, mierzona np. okresem gwarancji, także wypada na korzyść sprzętu tradycyjnego - udziela się jej na dwa-trzy lata, a na niektóre komponenty, np. dyski lub pamięci, nawet na pięć lat lub dożywotnio. W laptopie na nie dłużej niż rok.

Laptop nie ma też możliwości rozbudowy lub są one bardzo ograniczone. Bardziej skomplikowany jest też jego serwis. Np. rozbudowa pamięci operacyjnej w komputerze stacjonarnym polega na odkręceniu i przykręceniu dwóch śrubek. W laptopie jest ich co najmniej pięć, i może być konieczne, zależnie od umiejscowienia pamięci, rozkręcenie tej jego części, w której znajduje się klawiatura. W komputerze stacjonarnym trwa to pięć minut, w laptopie 15 - 30 minut.

Nie warto składać

Czy można samodzielnie składać notebooki? Można, i niektóre hurtownie to robią, kupując poszczególne podzespoły. Teoretycznie mógłby to robić także mały, indywidualny sklep. Nie są bowiem do tego konieczne duże inwestycje. Wystarczy mieć - oprócz umiejętności i wspomnianego wyżej certyfikatu - rozszerzony zestaw narzędzi. O ile komplet potrzebny do montażu komputera stacjonarnego obejmuje minimum pięć śrubokrętów (średni koszt to ok. 100 zł), opaskę antystatyczną (10 - 20 zł) i tester napięcia (minimum 50 zł), to do montażu laptopów potrzeba przede wszystkim więcej małych śrubokrętów. Znacząca różnica powstaje dopiero w ilości czasu potrzebnego do zmontowania gotowego sprzętu. Jeśli złożenie komputera stacjonarnego z podzespołów zajmuje 15 - 20 minut, to zmontowanie laptopa zabierze kilkakrotnie dłużej, choćby dlatego, że jest dużo więcej śrubek.

Tak więc pod względem parametrów i możliwości komputer stacjonarny wciąż jeszcze zdecydowaniegóruje nad laptopem. Wykazujemy to w ramce. Natomiast laptop bez wątpienia zajmuje mniej miejsca, jest sprzętem mobilnym, można go zabrać ze sobą na prezentację, w podróż, słowem zawsze mieć przy sobie, a gdy się na nim nie pracuje, zamknąć i odstawić na półkę.

Czy warto składać laptopy? Choć dziś jest to już możliwe, nie ma zbyt dużej racji bytu.

- Mamy możliwości montowania notebooków we własnym zakresie, ale koszt takiego samodzielnie montowanego sprzętu jest podobny jak produktów gotowych. A klienci wolą kupować notebooki gotowe, znanych, renomowanych marek - mówi Krzysztof Karwowski.

- Nie wydaje mi się, byśmy mogli złożyć taniej laptop niż komputer stacjonarny. Może nie zajęłoby to dużo więcej czasu, ale na pewno wymagało większej wiedzy technika i precyzji wykonania - uważa Andrzej Sokołowski, kierownikdziału sprzedaży firmy Widar w Lublinie. A gdyby ktoś chciał otworzyć nowy sklep z komputerami - czy byłoby warto?

- Bez znajomości rynku, doświadczenia, a także serwisu i stałych klientów, bo to zapewnia dopływ stałego pieniądza, nie ma sensu - mówi Wojciech Różalski. Tę opinię potwierdza Jarosław Niklewski, właściciel sklepu komputerowego Spin w Warszawie.

- Otwarcie sklepu komputerowego to duże ryzyko. Nawet gdy ma się wiedzę i pieniądze, to nie wiadomo, czy znajdą się klienci. Moja firma bazuje głównie na klientach, którzy kupują u nas od lat, i są to ich kolejne komputery. Znają sklep, mają zaufanie, wiedzą, że opieka serwisowa jest tu inna niż np. w hipermarketach, gdzie na naprawę czeka się tygodniami. To ważne dla każdego, a szczególnie dla firm, gdzie komputery muszą pracować non stop - mówi Niklewski.

Źródło: Rzeczpospolita


Czytaj także:
Rozpocznij własną działalność
Co zrobić aby młodzi ludzie nie wyjeżdżali z Polski
Wysoka śmiertelność małych firm
Ryzyko zawsze zbyt duże
Jak prowadzić sklep z komputera
Nie tylko inżynier ma szanse na pracę
Stypendia: tworzywa sztuczne
Zarabianie dzięki wypożyczaniu
Twój pomysł na biznes